Nie żyje światowej sławy wokalista! Przegrał najtrudniejszą w życiu walkę…

Wiadomość o śmierci artysty podano na jego oficjalnym profilu na Facebooku.

„Z ciężkim sercem ogłaszamy odejście Charlesa Bradleya. Pan Bradley był wdzięczny za wszelką miłość, którą otrzymał od fanów i mamy nadzieję, że ta miłość zostanie zapamiętana i przekazywana. Dziękujemy za wszelkie myśli i modlitwy w tym trudnym okresie” – czytamy.

Charles Bradley, amerykański wokalista soul, zmarł 23 września w wieku 68 lat.

Wokalista w ostatnim czasie miał poważne problemy zdrowotne. W 2016 roku wykryto u niego raka żołądka. Pod koniec maja 2017 roku Bradley podzielił się wiadomością, że nowotwór w tym miejscu został wyleczony. Niestety rak dał przerzuty do wątroby.

 

Bradley na początku września oświadczył, że odwołuje wszystkie koncerty i skupia się na walce z chorobą. Piosenkarz był zmuszony zrezygnować m.in. z występu na Rock in Rio.

Wokalista zadebiutował późno, bo w 2011 roku albumem „No Time For Dreaming” (miał wtedy 63 lata). Wcześniej, bo przez prawie 30 lat artysta pracował jako kucharz.

– Kiedy podjąłem szkolenia dla bezrobotnych, postanowiłem zostać kucharzem. Uczyłem się przez dwa lata. Kiedy skończyłem swój kurs, otrzymałem pracę w ośrodku dla upośledzonych osób. Dziennie gotowałem dla 350 osób. Spędziłem tam dziewięć lat. To było bardzo ciężkie doświadczenie. Kiedy oglądasz codziennie tyle upośledzonych, zdeformowanych osób… To był wielki ciężar. W kuchni pracował ze mną jeden facet. Powiedziałem mu, że nie ma w tym nic złego, że pracuje w takim miejscu. Zdradził, dlaczego został skierowany do pracy właśnie tutaj. Nie uczynił nic złego, chciał tylko ochronić mamą przed swoim ojcem, który ją bił. Było zatem wiele powodów, dla których zostawiłem tą pracę i wróciłem do Nowego Jorku. Byłem też zmęczony segregacją rasową i policją, sprawami które mi zagrażały. Postanowiłem wrócić i powalczyć o moje marzenia. Podróżowałem autostopem po całym kraju i szukałem sposobu, by na nowo rozpocząć życie – mówił Interii.