Matka mordercy Adamowicza przeżyła z nim gehennę… Oto kim jest Stefan W.

27-letni Stefan W. podczas finału WOŚP zaatakował prezydenta Gdańska. Zadał mu kilka ciosów w klatkę piersiową i jamę brzuszną. Pomimo zaciekłej walki o życie Pawła Adamowicza nie udało się go uratować. Wszyscy zadają sobie pytanie, dlaczego doszło do tak potwornej tragedii i czy tej zbrodni można było uniknąć…

Tragedia, która wydarzyła się w Gdańsku w niedzielę, 13 stycznia, wstrząsnęła Polakami. Podczas finału 27. edycji WOŚP prezydent miasta Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem przez 27-letniego Stefana W. Niestety, prezydenta nie udało się uratować. Zmarł w poniedziałek w gdańskim szpitalu.

Pojawia się coraz więcej pytań w sprawie tej potwornej zbrodni, która rozegrała się na oczach Polaków i której sprawcą był Polak…

Kim jest Stefan W.?

„Nazywam się Stefan W… Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz” – miał powiedzieć 27-latek na scenie po ataku. Tym słowom zaprzecza jednak relacja, jaką przytoczyła Onetowi znajoma rodziny W. W rozmowie z dziennikarzami powiedziała, że wedle słów matki Stefana W. jej syn dobrze znosił pobyt w więzieniu, na który nie narzekał.

27-latek był już wcześniej karany. W 2014 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał go na 5 lat i 6 miesięcy więzienia za cztery napady z bronią w ręku na gdańskie banki. – Z przedmiotem przypominającym broń, w biały dzień, wchodził do placówki banku, w której było kilka osób i grożąc użyciem tej broni, zabierał pieniądze. Była to scena jak z klasycznego filmu gangsterskiego – mówił w czasie wydawania wyroku, cytowany przez „Dziennik Bałtycki”, sędzia Radomir Boguszewski.

Dlaczego mężczyzna napadał na banki? Jak się okazało, był to sposób na uzyskanie środków do życia. Przed zatrzymaniem bowiem Stefan W. nigdzie nie pracował. Żył z pieniędzy ze spadku po ojcu i dzięki pomocy rodziny.

Stefan W. trzykrotnie starał się o warunkowe przedterminowe zwolnienie, bezskutecznie. Z informacji, do których dotarła Polska Agencja Prasowa, wynika, że w czasie aresztu zdiagnozowano u niego schizofrenię i poddano leczeniu farmakologicznemu. 27-latek wyszedł na wolność miesiąc przed atakiem na Targu Węglowym w Gdańsku.

Bestialski atak

Bestialski atak na prezydenta Gdańska wyglądał na zaplanowaną akcję. Stefan W. kilkukrotnie dźgnął Adamowicza kilkunastocentymetrowym nożem w klatkę piersiową i jamę brzuszną. Napastnik wiedział, gdzie ma uderzyć, by zabić.

Fanatyk broni, sterydów i amfetaminy

Jak podał „Dziennik Bałtycki”, 27-latek „umiał posługiwać się nożem” i „zawsze był fanatykiem broni”. Miał też brać sterydy i narkotyki, głównie amfetaminę. Z relacji gdańszczan przekazanej lokalnemu dziennikowi wynika, że Stefan W. często przesiadywał w salonach gier z automatami i nie garnął się do pracy.

„Nierówno pod sufitem”

Przerażający obraz wyłania się ze relacji osób, które znają Stefana W. – To jest chłopak, który od zawsze miał nierówno pod sufitem, był niezrównoważony i trzeba było na niego uważać. Już jako nastolatek zdarzyło się, że bez powodu rozbił koledze na głowie szklaną butelkę. Nigdy nie ukrywał, że lubił bić ludzi i chętnie się tym chwalił, mówił o tym, jak fajnie jest spuścić komuś w…l – powiedział „Dziennikowi Bałtyckiemu” mężczyzna z Oliwy, który zna 27-latka.

Normalna rodzina

Stefan W. ma siedmioro rodzeństwa. Jego ojciec zginął potrącony przez samochód. Matka, przedszkolanka, samotnie wychowywała dzieci. – Jako matka nie miała łatwo. Miała do wychowania ośmioro dzieci. Robiła wszystko, by zapewnić im normalny dom – podkreśliła w rozmowie z Onetem znajoma rodziny W.

Rodzina 27-latka mieszkała w kamienicy w Gdańsku Oliwie. – Mieszkanie komunalne wcześniej zajmował mężczyzna nadużywający alkoholu, który w końcu został eksmitowany. Dopiero teraz do mnie dochodzi, że W. mogli zawdzięczać przydzielenie lokalu prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi – usłyszeli dziennikarze „Dziennika Bałtyckiego” od sąsiadów rodziny W.

Zszokowani sąsiedzi w rozmowie z dziennikarzami lokalnego serwisu podkreślili, że z rodziną W. nie było większych problemów. – Matka bardzo uprzejma – tłumaczyli „Dziennikowi Bałtyckiemu”. Inna osoba dodała, że „kiedy W. się wprowadzili, zaczęły się kradzieże w piwnicach”.

„Chciał stać w blasku fleszy”

27-latek miał być znany z rabunków. – Na forach w internecie chwalił się nawet, że obrobił bank i wyjeżdża na wakacje. Śmieszy mnie, że policja przy napadach na banki tak długo go rozpracowywała, kiedy wszyscy wokół wiedzieli. Wiem, że dostał łomot przy zatrzymaniu za tę sprawę. Później niejednokrotnie mówił „pozabijałbym wszystkich, którzy mnie wpakowali do pierdla”. On tego nie mówił „dla jaj”, tylko na poważnie – usłyszeli dziennikarze „Dziennika”.

Rozmówczyni Onetu podkreśliła z kolei, że Stefan W. chwalił się swoimi napadami, bo „lubi rozgłos, lubi być w blasku fleszy”. Zaznaczyła też, że 27-latek „był trudnym dzieckiem”.

– To nie jest normalne, że po takim ataku człowiek się przedstawia, mówi, że właśnie kogoś zabił, nie ucieka i robi show – zauważyła w rozmowie z dziennikarzami Onetu znajoma rodziny W. – Moim zdaniem on sobie wymyślił to PO. Gdyby na scenie stał ktoś znany z innej formacji politycznej to równie dobrze i on mógłby zostać zaatakowany, a sprawca mógłby wykrzykiwać coś pod adresem np. Prawa i Sprawiedliwości. Chodziło wyłącznie o zwrócenie uwagi – przyznała rozmówczyni Onetu.