Gdy nagrywali tę scenę, zdarzyło się coś, co nie miało prawa się stać

Życie uczuciowe Brigitte Bardot (84 l.) od początku było pełne zawirowań. Aktorka dla miłości była skłonna do desperackich czynów, co udowodniła, gdy ojciec zabronił jej spotykać się z jej pierwszą miłością.

Krzyk Louisa Bardota, niósł się po wszystkich pokojach jego paryskiej rezydencji. Służące pochowały się po kątach, by przypadkiem nie wejść w drogę swojemu pracodawcy, który właśnie wyciągnął ze schowka rewolwer i biegał z nim jak oszalały.

Bogaty przedsiębiorca rzadko wpadał w taki szał. Ale powód był wyjątkowy. Ten bezczelny artysta, który wtargnął do ich domu, prawdopodobnie uwiódł jego ukochaną córkę. I na dodatek śmie siedzieć w jej pokoju, twierdząc, że i tak się z nią ożeni. Najgorzej, że smarkula stoi po jego stronie i pyskuje. Do szału doprowadza go powtarzane przez nią zdanie, że jeśli ojciec nie da im spokoju, to się zabije. Na szczęście jest niepełnoletnia, ma dopiero 15 lat, więc o ślubie na razie nie może być mowy.

A jeszcze parę miesięcy temu była taką grzeczną córeczką tatusia. Dumny zasiadał na widowni prywatnej szkoły baletowej, by oglądać występy jego małej Brigitte. Patrzył, jak wyprostowana niczym struna, trzyma się drążka, albo z gracją ustawia ubrane w baletki nogi do kolejnej figury. I wcale nie wydawało mu się, nad czym utyskiwała jej matka, że trafiło im się niezbyt urodziwe dziecko. W końcu astygmatyzm był całkiem niewidoczny, a aparat korekcyjny, który musiała nosić i tak już poszedł w odstawkę.

Ale przecież choćby nawet była sto razy brzydsza, to i tak by ją kochał.Teraz jednak nie poznawał swojej córki. Kiedyś tak dobrze ułożona panna, zachowuje się gorzej niż uliczni chuligani. A mówił jej matce, żeby nie zgadzała się na zdjęcia do magazynu „Elle”, które zaproponował dyrektor szkoły. Oczywiście, zrobili tam z niej prawdziwą piękność, pokazali jak ma układać włosy, jak się ubierać, by brzydkie kaczątko zamienić w łabędzia. Ale też zmienili całkowicie jej charakter.

Sprowadził ją na złą drogę. Wbrew ojcu

No może to nie oni, a ten młody człowiek, który pojawił się zaraz jak „Elle” ze zdjęciami Brigitte trafiło do kiosków. Roger Vadim nie był jeszcze znanym twórcą. Miał 21 lat i dopiero praktykował u mistrzów kina. Gdy 28 marca 1949 roku zobaczył pierwszy raz Brigitte, wiedział, że to ona stanie się gwiazdą jego debiutanckiego filmu. Już wtedy zaczął kreślić scenariusz obrazu „I Bóg stworzył kobietę”, choć do jego realizacji miało dojść za dobrych kilka lat.

Na razie zakochał się bezprzytomnie w wydętych ustach małej Brigitte, w jej nadąsanej minie i burzy włosów. W pannie z dobrego, burżuazyjnego domu dostrzegł symbol swojego pokolenia – naturalną dziewczynę, bez skrępowania eksponującą erotyzm. Niestety, na przeszkodzie ich związku ciągle stał uparty ojciec. Kiedy odkrył, że jego córka nie zawsze pojawia się na lekcjach, a czas przeznaczony na naukę spędza w garsonierze Vadima, nie mógł tego tak zostawić.

Zdecydował, że Brigitte wyjedzie z Paryża. Gdy nastolatka się o tym dowiedziała, włożyła głowę do piekarnika, by popełnić samobójstwo. W ten sposób postawiła na swoim i związek z Vadimem trwał nadal. Gdy uzyskała pełnoletniość, ojciec nie miał już kompletnie nic do powiedzenia. Musiał dać im błogosławieństwo, a nawet udostępnić jedno ze swoich paryskich mieszkań, bo Vadim nie miał grosza przy duszy.

Zaraz po ślubie przyszła gwiazda starała się być dobrą panią domu – sprzątała, gotowała. Jednak nie trwało to zbyt długo, bo dzięki mężowi poznała kilku reżyserów, którzy jeszcze przed nim zaczęli zatrudniać ją w swoich filmach. Wtedy też odkryła, że wspólne życie zabija namiętność.

– Dla mnie miłość zawsze była cudem, czymś wyjątkowo pięknym. Ona unosi się daleko od codzienności, w podróż we dwoje, która nie dopuszcza żadnej przeciętności. Niestety, zabijają ją koszule z długimi połami, skarpetki w harmonijkę, kapcie, dźwięk spuszczanej w klozecie wody, różne odgłosy gulgotania, odchrząkiwania, plucia, wreszcie codzienne dziwaczenia – opowiadała tłumacząc, dlaczego po pięciu latach postanowiła rozwieść się Rogerem Vadimem.

Jednak przyczyna tej decyzji była znacznie prostsza. Na planie filmu „I Bóg stworzył kobietę” poznała Jeana-Louisa Trintignanta. Razem mieli w scenariuszu kilka scen erotycznych, które wychodziły im nadspodziewanie dobrze. – Wtedy moje stosunki z Vadimem przybrały charakter bratersko-siostrzany. Darzyłam go wielkim uczuciem, był moim przyjacielem, ogniskiem domowym. Przestał być jednak kochankiem. Pałałam dziką namiętnością do Jeana-Louisa – wspominała Brigitte Bardot w swojej autobiografii.

I nie przeszkadzał jej wcale fakt, że Trintignant był żonaty z aktorką Stéphane Audran. Nie zważała też na prośby męża, żeby przynajmniej do premiery filmu zachowała odrobinę dyskrecji. Kiedy w październiku 1957 roku widzowie oglądali na ekranach kin obraz „I Bóg stworzył kobietę”, z biegającą po plaży w skąpym bikini, roześmianą Brigitte Bardot, ich małżeństwo istniało tylko na papierze. Rozwiedli się dwa miesiące później.

Ojciec aktorki odetchnął z ulgą. Choć to ona zostawiła męża i dawała mnóstwo powodów do plotek, nigdy nie zapomniał Vadimowi, że uwiódł jego małą córeczkę i sprawił, że przestała być dobrze wychowaną panną z dobrego domu.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

UDOSTĘPNIEŃ