Czy w nowszych samochodach warto sprawdzać VIN?

Łatwo ulec złudzeniu, że cała skomplikowana elektronika i komputery nowszych modeli aut pozwalają łatwo wyśledzić wszystkie nieautoryzowane zmiany i sprawdzanie historii po numerze VIN nie na wiele się przyda. Ten, kto temu złudzeniu ulegnie, łatwo jednak może wejść na poważną minę.

Co może komputer?

Cofnięcie licznika w nowym samochodzie wcale nie jest tak wielkim wyzwaniem. Kiedy auta ze skomplikowanymi komputerami pokładowymi dopiero się pojawiały, faktycznie tak było, bo sprzęt diagnostyczny kosztował fortunę i poza dealerami praktycznie nikt nim nie dysponował. Dziś jednak bardzo rozbudowane urządzenia do diagnostyki komputerowej z opcją zmiany niektórych wartości kosztują tylko kilkaset złotych. Mają je nie tylko ASO, ale też inne warsztaty i nic nie stoi na przeszkodzie, by taki sprzęt kupił sobie każdy, a później oferował swoje usługi za nieduże pieniądze. I w wielu przypadkach komputer diagnostyczny z odpowiednim oprogramowaniem w zupełności wystarczy, by na jakiś czas wyciszyć alarmy, wykasować przeglądy czy zmienić stan licznika.

Czego komputer nie może?

Jest coś, czego komputer diagnostyczny nie potrafi – to edycja danych historycznych poza komputerem pokładowym. Jeśli samochód brał udział w zdarzeniu drogowym i szkoda była likwidowana z ubezpieczenia, to bardzo prawdopodobne jest, że ubezpieczyciel opublikował zdjęcia w bazie, do której dziś mają dostęp wyspecjalizowane generatory raportów, na przykład www.carvertical.com/pl/sprawdzenie-vin/. Tam też zapisana jest „na sztywno” historia przebiegów, więc nawet jeśli ktoś „skoryguje” licznik pojazdu, to historia zgromadzona na przeglądach w SKP czy podczas wizyt w ASO pozostanie nadal widoczna i taki przekręt będzie w miarę łatwo wychwycić.

Komputer można podmienić, historii – nie

W drogich modelach wielu nieuczciwych sprzedawców nie ma obiekcji i nie krępuje się nawet wymienić komputera pokładowego. Jeśli uda się gdzieś zdobyć inny egzemplarz na przykład z rozbitego auta o mniejszym przebiegu, to przy odrobinie pracy można zamontować go w dowolnym samochodzie tego samego modelu. Z jednej strony to dobrze, ponieważ dostępność nawet skomplikowanych części zamiennych jest plusem wyboru konkretnego samochodu, ale jeśli sprzedawca aż tak stara się zatuszować historię samochodu, to znak, że jest w niej coś naprawdę wartego zachodu. Może to być na przykład zaliczona w Stanach Zjednoczonych „całka”, co nie przeszkadza zasadniczo w rejestracji auta w Polsce, ale jest trudne do wykrycia w standardowych bazach danych.

Liczne źródła zewnętrzne mogą dać pewność

Historia przechowywana u wielu zewnętrznych dostawców to zapisy, których nie można edytować i zmieniać dowolnie. Raz zapisana pozostanie widoczna dla każdego, kto skorzysta z odpowiednich narzędzi. I dlatego tak ważne jest, żeby także w przypadku nowych, „samodiagnozujących się” samochodów przed zakupem w komisie czy od osoby prywatnej jednak zapłacić kilkadziesiąt, czy sto złotych za pełny raport z historii numeru VIN. Przy takim aucie nie jest to w ogóle zauważalny wydatek – jeśli chcesz kupić samochód za 30, 50, czy 150 tysięcy, znajdziesz te sto złotych potrzebne, by upewnić się, że kupujesz samochód, a nie złom. Oczywiście, zawsze pozostanie jakiś margines błędu, ale jeśli zapłacisz za dobry, pełny raport, to będzie on tak mały, jak to tylko możliwe, dlatego nigdy i pod żadnym pozorem nie można rezygnować z przejrzenia historii samochodu.


UDOSTĘPNIEŃ